Blog o odżywianiu w chorobie Hashimoto – Paleo, Protokół Autoimmunologiczny
czwartek Grudzień 14th 2017

Archiwa

Facebook

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 549986
  • Dzisiaj wizyt: 3
  • Wszystkich komentarzy: 363

Poskromić-Hashimoto-logo1.jpg

Targ-smaku1.jpg

Alergis.jpg

Wspieram-to1.jpg

genis.png

Moje przepisy znajdziecie tu

zn2.jpg

Polecam

Zachęcam Cię do przeczytania bardzo ciekawego artykułu. Umieściłam go tutaj jeszcze za czasów, kiedy nie jadłam mięsa. Teraz nieco go okroiłam, ze względu na obecny sposób odżywiania.

 

Wybrałam wegetarianizm, ponieważ jestem bardzo wrażliwa na cierpienie zwierząt i nie chciałam brać udziału i wspierać potwornych warunków w jakich żyją zwierzęta na farmach przemysłowych. Nie mówiąc już o uśmiercaniu ich i o tym z jaką agresja ze strony ludzi się spotykają.

 

Jednak… przyszedł taki moment w moim życiu, kiedy mój stan zdrowia nie poprawiał się tak jak powinien. Kolejne wykluczenia podejrzanych pokarmów nie pomagały, więc zaczęłam szukać lekarstwa na moje cieknące jelito.

 

Z pomocą przyszedł mi bulion, gotowany na kościach i mięsie. Tak… po siedmiu latach niejedzenia mięsa musiałam na nowo wprowadzić je do swojego menu. Uwierzcie mi, że nie było to dla mnie łatwe. Biłam się z myślami dobre dwa miesiące, śniły mi się koszmary, pojawiały się nawet łzy, złość i frustracja. To była jedna z trudniejszych decyzji w moim życiu. Myślałam, ze może to rozwiązanie tymczasowe i za jakiś czas wrócę do diety bezmięsnej. Musiałam wybrać swoje zdrowie.

 

Około miesiąca później odebrałam wyniki na alergie i nietolerancje pokarmowe. I to mnie zdruzgotało do reszty, ponieważ okazało się, że mam silne nietolerancje na jajka, orzechy, owoce, przyprawy i warzywa psiankowate. Jedyne źródło białka w mojej diecie silnie mnie alergizowało, no poza rybami i owocami morza. Ale przecież nie mogę jeść codziennie tylko tych produktów. Stanęłam przed przymusem jedzenia mięsa. I wydawać by się mogło, że skoro bulion już pije, to będzie mi łatwiej. Niestety nie było. Zaczęłam jeść mięso, bo musiałam, dla zdrowia, z rozsądku, ale wyrzuty sumienia mnie nie opuszczały. Nawet fakt, że kupuję z dobrego źródła, z wolnych hodowli lub że jest ekologiczne organiczne, nie bardzo pomaga i dalej męczą mnie te myśli. Wiem, że może to być niezrozumiałe, dziwne… ale nic na to nie poradzę. Mam ogromny szacunek do zwierząt i dziękuję im za ich życie, które ratuje moje.

 

Pomimo tego wstępu zachęcam Was do przeczytania artykułu, abyście też zaczęli wybierać mądrze i starali się nie kupować mięsa z hodowli przemysłowych. Jeżeli los zwierząt jest Ci obojętny, to chociaż zrób to dla siebie i swojego zdrowia.

 

 

Naukowcy coraz śmielej mówią o tym, że komórki ciała są w stanie magazynować emocje, a potem przekazywać je dalej. Takie wnioski wyciągnięto analizując konkretne przypadki osób, poddanych transplantacji. Wielu biorców informuje lekarzy o specyficznych doznaniach jakie pojawiły się wraz z przyjęciem nowego narządu. Ma to głównie miejsce w przypadku przeszczepów od osób które zginęły nagłą śmiercią, ale nie tylko. Badania prowadzone w ostatnich latach w różnych ośrodkach udowadniają, że konkretne, silne emocje gromadzą się również w narządach wewnętrznych i w mięsie zwierząt.

 

Tak więc można założyć, że komórki zwierzęce, tak jak ludzkie zapamiętują wszystkie stany emocjonalne, swoich właścicieli. Dotyczy to całego życia i warunków w jakich hodowane jest zwierzę, ale też etapu, w którym jest ono transportowane do rzeźni. Jak się okazuje nasi przodkowie już dawno o tym wiedzieli i zwierzęta traktowali z szacunkiem. Jak istoty obdarzone świadomością i rozumem. Świadczy o tym wiele malowideł naskalnych. Już około 35 000 lat temu, w czasach kultury oryniackiej określonym narządom wewnętrznym przypisywano konkretne cechy oraz idee. W tym czasie w jaskini El Pindal powstał wizerunek mamuta. Nie był to zwykły rysunek, ponieważ postać zwierzęcia była zaznaczona czarnymi konturowymi kreskami, a serce zwierzęcia zostało przedstawione jako wyrazista, czerwona plama. „Jest to w pełni świadome przedstawienie najważniejszego dla życia organu wewnętrznego” – podsumował ten fakt słynny badacz kultury jaskiniowej, Henri Breuil. 20 000 lat później podobnych malowideł pojawiło się znacznie więcej. Na sylwetkach ludzi i zwierząt zaznaczano położenie narządów wewnętrznych. Co ważne, znajdowały się we właściwych miejscach i ich kształt został wiernie oddany. Uważano, że wnętrzności i mięso zwierząt było siedliskiem duszy, dlatego też to właśnie one były najcenniejszym łupem. Skóra natomiast miała wartość drugorzędną.

 

Czy zatem dusza zwierzęcia jest w stanie przenieść się do ciała człowieka? Emocje zmagazynowane w organach zwierzęcych dostają się do organizmu konsumenta, wpływając tym samym na jego zdrowie i samopoczucie? Wielu naukowców uważa, że tak.

 

Prace związane z programem badawczym China Study jednoznacznie ukazały zależność pomiędzy zapadalnością na określone choroby, a rodzajem i ilością spożywanego mięsa. Po kilku latach okazało się również, że zdrowie psychiczne pogarsza się na skutek spożywania mięsa pochodzącego z farm przemysłowych. Wiele argumentów przemawia za tym, że wszystkie komórki zwierząt hodowanych na mięso w takich farmach, zapamiętują warunki w jakich przebywają i sposób w jaki pozbawiane są życia.

 

Z badań prowadzonych w ramach programu China Study wynika jasno, że u osób spożywających takie mięso, ubywa serotoniny, czyli hormonu zapewniającego dobre samopoczucie. Człowiek zaczyna coraz częściej doświadczać stanów depresyjnych. Nic dziwnego zatem, że zdecydowana większość Amerykanów zażywa środki antydepresyjne. Warto zaznaczyć, że spożycie mięsa w tej grupie jest bardzo wysokie.

 

Po wielu badaniach, amerykańscy naukowcy doszli do wniosku, że bardziej agresywne, zaczepne, szukające powodu do wyładowania wściekłości są osoby, spożywające duże ilości wołowiny. Stają się nadpobudliwe i zniecierpliwione. Stanowią też największy procent posiadaczy broni i śmiało przyznają się do polowań dla przyjemności.

 

Dzieję się tak na skutek katecholamin, związków których występowanie jest zależne od poziomu stresu. Im wyższy poziom stresu w życiu zwierzęcia o co wcale nie trudno na farmach przemysłowych, tym więcej tych związków we krwi. W momencie zagrożenia życia poziom stresu gwałtownie szybuje w górę. Katecholaminy powodują, że zwierzę natychmiast próbuje uciekać lub walczyć w celu obrony życia. Zatem im większa ilość tych związków, tym gorsze jakościowo będzie mięso.

 

Potwierdzają to badania jakie zostały przeprowadzone w ATTICA, greckim ośrodku naukowym. Zatem występowanie stanów lękowych można połączyć z częstotliwością spożywania mięsa pochodzącego z przemysłowych hodowli. W badaniach osoby, które zwiększyły ilość spożywanego mięsa, zauważyły również nienaturalne stany agresji i pobudzenia. Dla porównania, grupa kontrolna, która nie spożywała mięsa, nie doświadczała takich emocji.

 

Obecnie ataków paniki czy nieuzasadnionego lęku doświadcza około 20% populacji. 30 lat temu pojawiały się niezwykle rzadko. Jest to kolejny argument na teorię o umiejętności zapamiętywania emocji przez komórki zwierząt hodowanych w potwornych warunkach, na mięso.

 

Kilkadziesiąt lat temu zwierzęta żyły w niewielkich budynkach, codziennie miały kontakt ze świeżym powietrzem, naturą ponieważ wypasały się na łąkach. Rzeźnie też były małymi pomieszczeniami. Dziś zwierzęta hodowane są w zamkniętych halach. Pozbawione dostępu do świeżego powietrza, natury i słońca. Mają bardzo ograniczoną przestrzeń. Miejsca jest tylko tyle, aby mogły stać lub leżeć i to też nie zawsze wystarczająco, a boksy wymienione na zimne, metalowe klatki.

 

Autor książki „Peace food”, dr Ruediger Dahlke opisał jak na ludzkie ciało i duszę wpływa jedzenie mięsa z farm przemysłowych. Uważa on, że nowotwory to nic innego jak wynik choroby duszy człowieka. Za tym poglądem przemawiają najnowsze badania neuroendokrynologiczne. Wynika z nich, że konkretne hormony wpływają na naszą kondycję psychiczną. Zakłócenie tej harmonii można w prosty sposób zniwelować spożywając wysokowartościowe pożywienia.

 

*„Nieznany Świat”  nr 11, 2013 r. (275) „Czy na pewno wiemy, co jemy” – Jacek Lewandowski, s. 62-65.

 

Komentuj